poniedziałek, 30 marca 2015

Eu nao vou sair ate sua morte, czyli Tró Loff w pięć minut.

Analiza Eu nao vou sair ate sua morte, czyli Tró Loff w pięć minut.

Analizują: Nikita i Luthien  





Ómarłam. Powiem tyle. Ómarłam.
Ja jeszcze tego nie czytałam… *głęboki wdech*

Prolog                   

- Mamo długo jeszcze ? - piętnastoletnia ja nie mogłam dłużej wytrzymać w samolocie
Okej, po przeczytaniu tego zdania, do głowy przychodzi mi tylko jeden komentarz: WTF IS THIS SHIT
A ja umarłam na wstępie, powalona gramatyką i logiką tego zdania. A kropka widzę bardzo przewidująca, już uciekła.
Zazdroszczę jej…
-  Kotku zaraz będziemy.
Miau
- Della zluzuj majty ! - moja siostra zawsze była wyluzowana.
Powtórzenie. To zdanie też mnie rozwaliło *wali głową o biurko*
*ja też*
Normalnie jakbym się do podstawówki cofnęła.
Albo jeszcze wcześniej.
Aż wreszcie po jakiś 20 minutach wylądowaliśmy i byliśmy już na miejscu. Kiedy wyszłyśmy z lotniska, poczułyśmy ten klimat. Taak
Witaj, nadprogramowe a, co cię tu sprowadza?
Bezrobocie
to była Brazylia.
I już nie jest?
Pewnie uciekła z tego opka. Dziwisz się?
Chyba nie.
Mama zabrała nas tam na wakacje do Sao Paulo. Niestety znając nasze szczęście musiałyśmy iść na pieszo bo nasza Taxi w między czasie [razem -,-] się zepsuła.
Yhm… A nie mogły, no nie wiem… Wziąć drugiej?!
Jednak gdy byłyśmy na miejscu było już czuć wspomniały klimat.
Wspomniały? To miało być wspaniały, czy wspomniany? O.o
Pewnie aŁtorka nie mogła się zdecydować i zrobiła takie combo.
Można tak powiedzieć że ośrodek składał się z 6 domków
Dafuq? On się składa z tych sześciu domków, a nie „można tak powiedzieć”. A poza tym, liczby zapisujemy słownie, droga aŁtorko.
, a także małej stołówki gdzie widać było, że ludzie siedzieli tam 24/7
Cooo...?? Czy tylko ja nie zrozumiałam tego zdania? *znów wali głową w biurko, nie zważając na siniaki na czole*
Wait. A jak niby może być widać, że siedzieli tam 24/7? Czyżby nasz boCHaterka miała zdolności nadprzyrodzone?
, oraz małego boiska na którym bawiło się kilkoro dzieci i samotnie wyglądający chłopak. Um… Jedna chwila… ten samotnie wyglądający chłopak, po którym wcale się nie spodziewam, że będzie Tym Jedynym (Jedyny Boski Edward Boski Cullen Boski Jedyny XD sorry, pierwsze skojarzenie), bawił się z tymi dziećmi? Bo tak wynika ze zdania… A jeśli się z nimi bawił, to jak mógł wyglądać samotnie? Wtf?
- Mamo, my z Dellą pójdziemy na boisko ok?
Ciekawe, kto to powiedział... Droga aŁtorko, my naprawdę chciałybyśmy wiedzieć kto co mówi.
Naprawdę! *chlip*
- Dobrze Martynko tylko uważajcie !
Kim jest Martynka to też się oczywiście nie dowiemy... *idzie sobie zrobić kawę, bo nie daje rady*
*również idzie zrobić sobie kawę, ale dlatego, że lubi*
- Spoko !
Poszłyśmy na boisko. Nie wiem czy to  ja jakaś byłam dziwna,
No raczej tak.
No, brawo za spostrzegawczość boCHaterko.
czy Martyna, czy my obie,
O, ta opcja chyba najlepsza.
Też tak uważam.
ale nagle gdy przyszłyśmy wszyscy się na nas gapili. Siostra
One moment. Ta siostra to Martynka, tak? Tylko po cholerę ma polskie imię, kiedy jej siostra nazywa się Della? Chyba, że to jakiś dziki skrót…
poszła pogadać z dzieciakami, ponieważ była ode mnie młodsza to też nie chciała spotkać się ze starszym towarzystwem,
czyli, rozumiem, z tym samotnie wyglądającym chłopakiem, bawiącym się z tymi dziećmi? a ja że nie jestem zbyt otwarta na ludzi siedziałam sobie obok bramki do gry w piłkę, jednak nagle podszedł do mnie jakiś chłopak - to ten który grał samotnie w nożną.
Dłuższego zdania to się nie dało, co? Ani bardziej poplątanego?
Da się w ogóle grać samotnie w nogę?  
No wiesz, kopiesz piłkę do pustej bramki. Tylko jaki to ma sens?
Yy, nie ma. Czyli się jednak z tymi dziećmi nie bawił, tylko stwierdził, że jest ponad to i bawił się sam?
Najwyraźniej XD
- Cześć, jak masz na imię ?
Na moje oko był on w moim wieku, może o rok starszy.   
- Della, a ty ?
- Bardzo ładne imię. Ja jestem Oscar - podał mi przyjaźnie rękę i siadł obok mnie.
Ooo, Tró Loff się rozwija ^^
- Co tak sam tutaj siedzisz?
- Ach, czekam tu na ciebie od dawna… W końcu zjawiłaś się, by zabarwić moją szarą egzystencję Tró Loffem...
- Aaa jakoś nie mam z kim grać, bo tata w pracy, a z moją siostrą nie pograsz za długo, bo się obrazi.
A te dzieciaki?
- Podobnie jak z moją - uśmiechnęłam się do niego, a on się zarumienił.
Czemu?
- Jesteś stąd ?
- Nie nie.
Ej, jakby się tak uprzeć... to tu jest zaprzeczenie zaprzeczenia... czyli wychodzi na to, że jest stąd :D
Pochodzą z Kolumbii przyjechałam tutaj na wakacje.
Kim są ci oni, co pochodzą z Kolumbii?
Sąsiedzi Dżefa de kilera!  
A przecinek uciekł w siną dal... jego szczęście.
- Aha. Myślałem że jesteś z Argentyny, bo masz taką urodę. Wtf
- Dużo osób mi to mówi, ale nie jestem z Argentyny jak widać.
Ach, te inteligentne rozmowy…       
Podeszła do nas moja siostra.
- Ooo Della widzę że znalazłaś sobie kogoś do rozmowy
Nic się nie odezwałam, nagle mama mnie wołała.
Wuuuuuuut...? Kolejne zdanie, którego nie zrozumiałam *przynosi sobie dzbanek z kawą, a obok kładzie łuk, strzały i różdżkę* *ten sam sprzęt*
- Della, kochanie pomóż mi w rozpakowaniu !
- Już idę ! - poszłam do mojej mamy.
A Martyna  rozmawiała z Oscarem.
O nie, nasza boCHaterka będzie zazdrosna!
Normalnie zaraz się załamię, takie to smutne
-Więc ty chyba lubisz Dellę nie ?
Oscar wstydząc się powiedzieć , wymamrotał:
- Ja ją kocham…
Tak i o to chodzi, chłopie! Rozmawiałeś z nią max pięć minut i już ją kochasz, Tró Loff level 10000.
Ja ci mówię, że ona mu dała amortencię. Od razu widać!
- Ale jak to ?
- No ona jest wspaniała .
- Czekaj, czekaj ty chcesz mi powiedzieć że się zakochałeś w niej ? - Martyna była w szoku. Ja nigdy nie miałam żadnego chłopaka,
Wait, what? Nasza boCHaterka poszła pomagać mamie rozpakowywać coś, ale nadal słucha rozmowy... co? Fuck logic, nic nie ogarniam.
Mówiłam, jest czarownicą, użyła uszu dalekiego zasięgu, jakiejś swojej czarnej magii! Ja, gryfonka, ci to mówię!
Była w sklepie Freda i Georga!
Teraz to już tylko Georga :(
Cicho, nie przypominaj mi o tym (Freda lubiłam :( ) Pamiętam to cudowne ucho ^^ Najlepsze! Darmowa reklama! George, podziękuj ładnie!
wydawało mi się że jestem nie atrakcyjna ale : ale co?
- No tak.. Ona jest dla mnie jak promień słońca. Jest najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem. Chciałbym z nią wziąć ślub.
Nie... nie... nie... chciałam napisać jakiś konstruktywny komentarz, ale ze śmiechu nie mogę... *tarza się po podłodze*
To ja spróbuję… Eee… *dołącza do Nikity na podłodze*
Martyna nie wiedząc co ma powiedzieć, po chwili coś z siebie wydusiła.
- Mam jej to powiedzieć ?
- Nie, chciałbym, aby ona dowiedziała się tego ode mnie.
- Aha no dobrze.. (dwie kropki? A cóż to oznacza?) No nic to ja spadam do domu. To do jutra…
Chwila, ale ona już przecież wie. Skoro narracja jest pierwszoosobowa, a ona to opisuje, to znaczy, że to słyszała i nikt nie musi jej nic mówić... Eru, dobra w dupie z tym.
Ostatni tydzień był dość dziwny, Martyna w ogóle nie odzywała się do mnie i spędzała czas tylko z tymi dzieciakami. Za to ja spędzałam czas z Oscarem na spacerach po mieście. Nawet raz zabrał mnie na pizze, jednak przyszedł taki dzień w którym musiałam się z nim pożegnać. łaj? Poszłam w nasze stałe miejsce, czekał już na mnie, chyba nie spodziewał się jeszcze tego co miałam mu do powiedzenia. Podbiegłam do niego i oparłam ręce o jego kolana.
Przypomniały mi się piramidy na wf…
Hahahah XDD
- Cześć - uśmiechnęłam się do niego (kropko, gdzie jesteś?)
Oscar zaczerwieniony, patrzał się na mnie dziwnie.
Patrzał? Wuut...?
- Cześć…. (grrrr... droga aŁtorko stawia się albo jedną, albo trzy kropki... nie mniej, nie więcej!!) - odwzajemnił do mnie uśmiech, ale dość smutnie. SMUTNO
- Eee nie wiem jak mam ci to powiedzieć, ale…
- Wiem.. (i znowu ;_;)
- Skąd ?
- Słyszałem jak twoja mama ci to mówiła….
- Aha…  Bardzo chciała bym zostać, ale…
Eru, co? Pogubiłam się... *opuszcza głowę zawstydzona*
Nie martw się. Tu nie ma nic do rozumienia! Najprawdopodobniej aŁtorka po prostu napisała coś kompletnie bez sensu, żeby wzbudzić w czytelnikach poczucie, że jest mądrzejsza. Patrz jak ja się znam na psychologii!!! *dumna*
Widziałam już pierwsze łzy w oczach Oscara.6aa1660e0c5fd26403adb72fae5ff5a7.jpg
- Ale nie mogę.
Oscar nic nie mówił, ale po chwili przytulił mnie bardzo mocno i powiedział coś podobnego do hiszpańskiego „Te Amo” i francuskiego „Je te aime” (nie popisuj się francuskim jak go nie umiesz -_- pisze się „je t'aime”) (obawiam się aŁtorko, że na nas językami wrażenia nie zrobisz. Szkoła dwujęzyczna się kłania!), znaczącego oczywiście „Kocham cię”
NO SHIT, SHERLOCK
, ale ja nie mogłam nic zrozumieć z jego mowy i po prostu go przytuliłam, a on pocałował mnie w policzek.
- No nic Oscar to może się jeszcze zobaczymy... - przytuliłam go bardzo mocno .
- Do widzenia…  - powiedział to z łzami w oczach.
- Do widzenia. (kropka zagłady... idź sobie stąd!) - pobiegłam do naszego domku.
Może to się zdawać dziwne, ale coś poczułam do tego chłopaka. Był inny niż reszta i jedyny który umiał zrozumieć mój trudny charakter. Jednak tajemnica Martyny przez lata została nieujawniona.
Wait, what? Jaka tajemnica Martyny?? O.O Logika w tym opku mnie zabiła... ale tak na śmierć…
Teraz wait. Muszę się zastanowić. Czyli opko było o Tró Loffie dwójki dzieciaków. Ok. Ale co do cholery ma do tego jakaś tajemnica Martyny?! Mahal, send me strengh...
Wiem na pewno, że zrobimy kolejną część, czyli pierwszy rozdział :D A tymczasem – ruszam na poszukiwanie uciekinierów-przecinków! Ktoś dołącza?
Ja!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz